Ostatnie przygotowania przed urlopem – czy mamy wszystko dla naszego zwierzaka?

Już za chwileczkę, już za momencik… jadę na wymarzony urlop! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo nie mogę doczekać się, kiedy w piątek wyjdę z pracy, wrócę do domu, zapakuję Wafla i wszystkie bagaże do samochodu i podjadę po moją przyjaciółkę! Na Mazurach spędzę dziesięć dni (postaram się w miarę możliwości pisać do Was), a potem jeszcze kilka dni odpocznę w domu, a może… pojadę w zupełnie inne miejsce? Zobaczymy, co przyniesie zew przygody!

Przy okazji dokładania ostatnich przedmiotów do walizki zwierzę się Wam z czegoś – chyba jestem zakupoholiczką. I co najlepsze, nie lubię wydawać pieniędzy na ubrania czy kosmetyki dla siebie, za to przeznaczam krocie na akcesoria przydatne podczas podróży, dla mnie i dla mojego psa. A najbardziej lubię, kiedy zakupione przedmioty mogą służyć nam obojgu!

Tak było z niewielką torbą, która pomieści nas wspólny niezbędnik: telefon komórkowy, najważniejsze dokumenty (zapakowane w woreczek – niby deszcz nie powinien uszkodzić dowodu osobistego ani karty płatniczej, ale wolę nie przekonywać się o tym na własnej skórze), nieduży prowiant, czyli suszone owoce dla mnie i ciasteczka dla Wafla. Torba ma wymiary jakieś 15 na 10 cm, można ją przypiąć do paska, ponieważ ma specjalne rzepy i jest wodoodporna. Niby można korzystać z plecaka, ale nie mogłam się powstrzymać przed zakupem, myślę, że przyda mi się niejeden raz!

Mojej przyjaciółce zaproponowałam saszetkę, w której będzie mogła przechowywać taki sam zestaw – dla przypomnienia, on nie ma możliwości zabrania plecaka, ponieważ prawdopodobnie będzie musiała dźwigać swojego starszego i nieco schorowanego Jack Russell terriera. Osobno może trzymać telefon komórkowy, dokumenty, a osobno przekąski. Do tego, jeśli Stefan się zmęczy i odmówi dalszego samodzielnego spaceru, może przypiąć jego nieużywaną smycz do uchwytu. Sprytne, prawda? Jak znudzą mi się moje torebeczki, to chyba też sobie taką saszetkę kupię…

Żeby dopełnić zabawnego obrazu dwóch wariatek z psem w plecaku, obie zabieramy kapelusze i wielkie okulary przeciwsłoneczne. Nie zależy nam jakoś specjalnie na szykownym wyglądzie, a jedynie na fajnym wypoczynku, z którego wrócimy całe i zdrowe. Jeszcze tylko musimy kupić kremy z filtrami i nieco zdrowych przekąsek do samochodu. Najbardziej lubimy batony z orzechami i bakaliami, byle nie były oblane czekoladą, bo szkoda mojej tapicerki! Do tego swoje kubki termiczne, aby na stacjach benzynowych nie korzystać z papierowych kubeczków (dbamy o środowisko naturalne) i możemy jechać w drogę!